Susza rozkłada hodowlę bydła

Aktualności Gorący temat

Susza, która coraz bardziej doskwiera rolnictwu, dociera do kolejnych jego gałęzi. Wydawać się mogło, że okres zimowy z dużą ilością śniegu zabezpieczy ziemię w życiodajną słodką wodę. Okazuje się, że nic z tego. Topniejący śnieg, który od zawsze zasilał wody gruntowe, był zbawieniem dla produkcji rolniczej. Początkowo wczesną wiosną jeszcze była wilgoć w ziemi, ale kolejne miesiące coraz bardziej uwidaczniały jej brak. Zaczęła podsychać roślinność, zatrzymały się we wzrastaniu ziemiopłody, zboża  i nawet nawalne deszcze z końca kwietnia nie poprawiły sytuacji a jedynie przysporzyły szkód w uprawach „zaklejając” wzrastające okopowe, zboża, uprawy warzywnicze, łąki i pastwiska.

Susza staje się dziś wielkim problemem. Obserwując naszą gminną oazę – ujęcie wody pitnej w Wójeczce – zauważymy że zaczyna nawet tu jej brakować  i zbiorniki, mimo ciągłej pracy pomp, nie napełniają się do końca. Związane jest to również z większym poborem wody z sieci – no bo co mają zrobić rolnicy, kiedy trzeba podlewać, pobierać wodę do urządzeń opryskujących  (bez oprysków nie ma dziś szans na produkcję żywności),  poić bydło i pozostałe zwierzęta hodowlane oraz drób, używać wody do bieżącego funkcjonowania gospodarstw domowych – a nie ma innego źródła jej pozyskania. Brakuje w gminie miejsc przygotowanych do poboru innej wody niż uzdatniona, oczyszczona z Wójeczki do produkcji rolnej, ogrodniczej i warzywniczej. Nikt o tym nie pomyślał i teraz, kiedy przychodzi kryzys, trzeba najprawdopodobniej ograniczać jej dostępność poprzez czasowe wyłączenia. Na dodatek potężną  ilość ożywczej cieczy pobiera duży zakład produkcji elementów ceramicznych dla budownictwa w gminie Oleśnica, który przecież mógłby korzystać w procesie technologicznym z wody innej niż komunalna (uzdatniona, czysta). Ale odkręca się zawory i produkcja idzie. Chyba, że wytwarzana cegła potrzebuje najwyższej gatunkowo wody?

Wracając do hodowli bydła – coraz ciężej wykarmić większą liczbę u hodowcy. Wypas prowadzony sektorami – czyli przesuwany co pewien czas, ogrodzony tzw. elektrycznymi pastuchami obszar zatrawiony, zaczyna się kończyć. Susza wypaliła trawę a tam, gdzie już pasło się stado nie odrasta ona z braku wilgoci. Krowy szukają zielonego i nawet przy tej suszy bujnie wzrastające chwasty są natychmiast zjadane przez przeżuwacze. Zasiana na kiszonkę kukurydza jest tak mizerna, że praktycznie nie będzie można z niej wiele uzyskać na zimowe zabezpieczenie żywienia zwierząt. Łąki nie dają takiej ilości siana, jaka byłaby konieczna do wykarmienia a trzeciego pokosu – w sierpniu czy wrześniu nie będzie, bo wszystko wokół jest wypalone słońcem. Chyba, że pójdzie deszcz, ale to już niewiele pomoże. Obecnie hodowcy wspomagają się żywiąc bydło dodatkowo ziemniakami z ospą aby utrzymać w dobrej kondycji krowy mleczne i młodzież. Co będzie dalej? – rozkładają bezradnie ręce. – Nie daj Boże abyśmy musieli likwidować stado – mówi jeden z rolników, hodowca bydła i producent mleka nastawiony od lat  na ten kierunek produkcji rolnej. – Gwałtowne przestawienie się na inny jest dla mnie zabójstwem – z czego będę żył?

Stary rolnik, pamiętający czasy międzywojenne powiedział w latach 80. XX wieku, że w Polsce przyjdzie czas, kiedy krowy na pastwisku będą atrakcją i czymś wyjątkowym. Dziś to zdanie zaczyna być realną rzeczywistością w kraju, gdzie od zawsze krowa była bogactwem – żywicielką rodziny. Było mleko, śmietana, masło i nawet w najcięższych czasach głód do wiejskich chat nie zaglądał.

Robert Gwóźdź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *