Saga o ziemniakach

Aktualności Gorący temat Historia

Przyglądając się ciężkiej pracy obsady kombajnu ziemniaczanego, powoli jak żółw poruszającego się po rządkach, przypomniała mi się historia, którą opowiadał w latach mojej młodości starszy pan, z laseczką, mieszkający po sąsiedzku – Pan Wargo, były rządca w majątku księcia Macieja Radziwiłła. Ów starszy człowiek, był wręcz kopalnią różnorodnej wiedzy a opowiadał tak ciekawie, że ja – wówczas uczeń liceum – skrzętnie notowałem sobie w specjalnym zeszycie opowiadane przez niego historie. Dziś ów zeszyt z lekko pożółkłymi kartkami i zapisanym  (na szczęście ) kopiowym ołówkiem tekstem przechowuję  jak relikwie (tu uwaga – kopiowy ołówek był powszechnie używany w pierwszej połowie XX wieku przez urzędników, osoby wypisujące różne kwity. Lekko się pośliniło część piszącą  i pisało – a ślad nawet wystawiony na działanie słońca czy deszczu nie zanikał. Dziś już ich się  nie używa, zamiennie weszły długopisy).

Pan Wargo od wielu lat już nie żyje a opowiadane nam młodym chłopakom historie i ciekawostki  pozostały i ta o ziemniakach  jak ulał wpasowuje się w opis dzisiejszej mrówczej pracy rolnika.

Kartofle i zamiennie używana nazwa ziemniaki stały się tak powszechne w naszym życiu i żywieniu, że w zasadzie już niewielu rozważa skąd do nas dotarły i jaka jest ich historia. Odtwarzając ową opowieść Pana Wargo – wygląda ona tak ….

– Po zwycięstwie pod Wiedniem (1683 rok) król Jan III Sobieski przysłał swojej żonie Marysieńce wśród wielu cennych podarków niepozorne brunatne bulwy, które określił jako nasiona nowej, zamorskiej  rośliny. Posadzono je w dworskim ogrodzie a kiedy puściły pędy i zakwitły wszyscy wokół, dworzanie, ogrodnicy, byli bardzo zdziwieni. Rośliny bowiem nie zachwycały ani pięknem, ani zapachem kwiatów a ich owoce, zielone kulki, nie nadawały się do jedzenia. Aby nie urazić króla i królowej ogrodnicy postanowili  posadzić je poza obrębem ogrodu, no bo niby zamorska roślina a jakaś dziwna. Z jednej posadzonej bulwy z ziemi wygrzebywano kilka i nie mając z tym nadmiarem co zrobić rozdawano włościanom pomagającym w pracach polowych. Ci także nie wiedzieli jak  je spożytkować. Próbowano gotować liście, kwiaty, zielone kulki – ale ani smaku ani zapachu w tym nie było i w zasadzie niewiele brakowało, aby postradano ów królewski prezent. Przypadek sprawił, że odkryto co w tej zamorskiej roślinie jest cenne. Ówczesne wiejskie domostwa były drewniane, kryte strzechą. Co rusz od piorunów, od zaprószonego ognia z palenisk, płonęły czasami całe wsie. Po jednym z takich dużych pożarów, który strawił część zabudowań włościańskich blisko ogrodów królewskich i pola uprawne ze zbożami oraz uprawami warzywniczymi – w tym duży obszar, gdzie zasadzone były owe dziwne bulwy, nastąpił przełom. Okazało się bowiem, że z popiołów  wygrzebywano je i … nadawały się wspaniale do jedzenia. Wieści, które napływały z innych miejsc potwierdzały, że jadalne są nie krzaki, kwiaty czy zielone kulki a … właśnie bulwy! Królewscy kucharze lekko je posolili – i z dumą mogli Marysieńce zakomunikować, że królewski prezent to pyszny produkt na wykwintny stół. Radość zapanowała w wiejskich obejściach, kiedy tu także z popiołów wyjmowali ugotowane bulwy i … można nimi było nareszcie do syta nakarmić wielodzietne rodziny.

Takim to sposobem królewski prezent  a później – za panowania Augusta III – rozpropagowany przez niemieckich osadników produkt, zawitał na polskich stołach i do dziś jest bardzo ważnym składnikiem żywieniowym. Czy  można sobie wyobrazić mięsne drugie danie obiadowe bez ziemniaków? Chyba nie!

Skąd więc przywędrował ziemniak? Do Europy trafił w XV wieku z Ameryki Południowej, skąd przywieźli go żeglarze hiszpańscy. Była to dziwna roślina, nie ciesząca się specjalnym zainteresowaniem, mimo że była zza Oceanu. W Hiszpanii nazywano je tartuflami.  Nie umiano wówczas ich przyrządzać i traktowano jak chwasty. Następnie powędrowały do Anglii, Francji, Niemiec, gdzie próbowano jakoś dopasować je do zjedzenia,  ale z marnym skutkiem. W XVII wieku, w czasie panującej w Niemczech suszy, wydobywane z ziemi bulwy jedzono na surowo. Nie były smaczne ale pierwsze znaleziska wygrzebywane z popiołów po pożarach zaczęły naprowadzać na właściwe tory obchodzenie się z nimi. Zaczęto je piec, potem gotować w wodzie i to był właściwy krok w wykorzystaniu ziemniaka. Rozkwit w Polsce uprawy i wprowadzenie w szerokim zakresie do żywienia kartofli zaczął się od okresu wojen napoleońskich. Wyniszczony działaniami wojennymi kraj, panujący głód, zmusił Polaków tamtego okresu do szukania źródeł pożywienia szczególnie na okres jesienno-zimowy. I tu ów ziemniak, który mógł być przechowywany, stał się zbawieniem ratując naród przed głodową śmiercią. I nie był już potrawą na pańskie stoły a dla każdego i bogatego, i biednego.

Odtąd na naszych polskich stołach tartufel-kartofel-ziemniak stał się potrawą najbardziej popularną.

Materiał ten dedykuję rolnikom naszej gminy, producentom ziemniaków, którzy w pocie czoła je sadzą, pielęgnują i zbierają. Szczęść Boże ich pracy!

Robert Gwóźdź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *