Pod Twoje nogi Jezu składam moje kości

Aktualności Historia Wydarzenia

Samobójstwo na cmentarzu* Kłusownicy* Straszy okrutnie!!!* Przeklęty grobowiec!* „Śpij kolego w ciemnym grobie..”*

Wiele miejsca  cmentarzom w Zborówku poświęcił prof. Edward Bryk w swojej autobiograficznej powieści „Eden i Hades”:

„Tak więc ta uboga na piaskach i sapach leżąca parafia była jak żadna w okolicy bogata przynajmniej w liczne cmentarze. (Jeden cmentarz) był już od wielu lat nieczynny i mało kto z parafian odwiedzał go. To pole zostało podarowane parafii przez jakąś wdowę, gdy już stary cmentarz był przepełniony. Choć znacznie oddalone od kościoła, tak było pięknym i wesołym miejscem, że przyjęto je z wdzięcznością, ale wkrótce okazało się, że wiosną i jesienią nierzadko dwie pary koni nie dawało sobie rady z przewiezieniem doczesnych szczątków przez otaczające je mokradła, trumnę zaś trzeba było przywiązywać, bo przy wstrząsach i szarpaniach zwłoki mogły z niej wypaść. O zbudowaniu twardej drogi, którą by tylko umarli jeździli oczywiście nikomu tam do głowy przyjść nie mogło. Z powodu tych trudności cmentarz ten wkrótce po otwarciu został zamknięty i umarłych zaczęto grzebać na nowym miejscu niedaleko kościoła. Ostatnią posługę na słonecznej górce dano darującej to miejsce wdowie, którą pochowano obok męża. Wszakże po roku od zamknięcia jesienią pogrzebano na nim jeszcze jednego nieszczęśnika, ale to była zupełnie inna sprawa. Podczas silnego rozstroju tam właśnie ów biedak powiesił się na osice. Trudno było więc przenosić go na inny cmentarz, skoro ten właśnie wybrał sobie na rozstanie się z życiem. Nie przeżył on jak mówili ludzie, przejmujących wiatrów. Inni jednak szeptali, że to domowe wichury go wykończyły. Wdowi cmentarz, jak go nazywano, zarósł wkrótce wielkim drzewami i krzakami i wśród rozległych szczerych pól wyglądał jak samotna oaza na pustyni. Sam cmentarz stał się nie tylko schronieniem, ale prawdziwym rajem dla różnego ptactwa i zwierzyny.

O kilku jednak grobach potomni pamiętali, poprawiali nagrobki, wbijali nowe krzyże i przynajmniej w Zaduszki zapalali świece. One to w te noce umarłych jak świętojańskie robaczki słabiutko migotały na horyzoncie.

Z powodu dużej ilości zajęcy i lisów z czasem na tym cmentarzu kłusownicy zaczęli zakładać różne wnyki i sidła. Za tą profanację wkrótce ściągnęli na siebie zemstę zza grobu. Już pierwszej zimy po zamknięciu znaleziono tam martwego kłusownika. Gdy po kilku tygodniach odszukano go, leżał na grobie z naręczem własnych sideł, schwytany w cudze żelaza. Ludzie mówili, że umarł ze strachu, gdy one go ucapiły. W każdym  bądź razie odtąd na tym cmentarzu straszyło okrutnie. Ścieżką tą chodzili za dnia ludzie, ale koło cmentarza przemykano szybciej”.

A oto tak prof. Bryk opisuje cmentarz, kiedy nocą musiał przez niego przejść: ”Zaczyna wpatrywać się gdzie o kilkadziesiąt zaledwie kroków majaczą białe obmurowania rozwalonej bramy cmentarnej. Włosy stają mu na głowie i gorący pot oblewa ciało. „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie” – szepcze dopóki strach nie zatka mu gardła. Oto grób księdza Trojanowskiego – to dopiero połowa drogi za nim i połowa drogi przed nim. Ale oto jest już pole nie ochrzczonych dzieci, za nim naroże samobójców. Nagle przypomina sobie i o mało nie pada bez zmysłów. Tu przecie leży szalona Diamenda z Zasieków. Jak mógł o tym zapomnieć? Nawet w niedzielnej ciżbie ludzie omijają ten grób z ciążącą na nim klątwą. Kto dotknął tej mogiły, lub nawet tylko wpatrywał się w nią musiał umrzeć. Jakaś kobieta, Bogu ducha winna, gdy poprawiła nieco kopczyk i zapaliła na nim lampkę, jeszcze tego samego dnia dokonała żywota. Jest wreszcie granica, gęsty żywopłot z głogu a potem zaorane pole.

Będąc przy cmentarzu postanowił zajrzeć do kwatery wojennej. Chciał zobaczyć jak też wygląda ona w przeddzień piątych Zaduszek w niewoli. Całe niemal partyzanckie pole wypełnione było świeżymi, ponurymi mogiłami. Jeszcze tylko kilka grobów i trzeba będzie wyjść poza żywopłot ogrodzenia. Przed opuszczeniem kwater dziewięcioosobowy patrol, zwany kompanią honorową poszedł na cmentarz zarazy, gdzie w jednym długim szeregu znajdowało się dziewięć mogił z bukowymi krzyżami. Chwila zadumy: „Śpij kolego w ciemnym grobie..” i salwa, a potem w tył zwrot i marsz. Po chwili, idąc przez cmentarz, patrzył ze smutkiem na zniszczone nagrobki, krzyże i figury. Z bólem myślał, że przetrwały one pięć lat wojny i niemal w ostatnich jej tygodniach dosięgła je ręka współczesnego barbarzyńcy. Wszędzie widoczne były rozległe okaleczenia i wyrwy po seriach maszynowych pistoletów. Na każdym kroku widać tu było ślady postoju wojsk. Porozjeżdżane wozami nagrobki zarastały gęstą darnią, tu i ówdzie walały się powyrywane i połamane krzyże. Co krok sterczały z ziemi strzępy umundurowania, druty pogniecione, manierki i inne odpadki wojskowego ekwipunku.”

Fundatorem pierwszego kościoła w Zborówku był książę Władysław Herman. Było to votum za urodzenie  20 sierpnia 1085 r. długo oczekiwanego syna Bolesława zwanego Krzywoustym. Obecny drewniany Kościół  pochodzi z 1459 r. i według badaczy jest to najstarsza w Polsce udokumentowana budowla drewniana.

Niewielki kościół  stoi na wąskim płaskim terenie i opasany jest na około dawnym cmentarzem, który dziś ogrodzono żelaznym parkanem na podmurówce z murowanymi słupami. Cmentarz ten od początku istnienia parafii aż do około 1800 r. był miejscem pochówku  okolicznych ludzi.

Dziś jest porośnięty trawnikiem a od strony południa przy ogrodzeniu rosną wielkie tuje. Niemal przez osiem wieków grzebano tu zmarłych wokół kościoła w ten sposób, że kopano rów szeroki na 2 metry i głęboki na około jeden metr, tam pokładano zmarłych bez trumien i po kolei zasypywano. Przy wykonywaniu różnych prac ziemnych znajdowano tu bardzo dużo ludzkich kości.

Po 1800 r. powstał nowy cmentarz kilkadziesiąt metrów od kościoła w kierunku północnym. Tak opisuje tą nekropolię ks. Jan Wiśniewski: ”Cmentarz grzebalny na górze łączy się z cmentarzem przykościelnym. Po środku  stoi figura Pana Jezusa związanego. Napis: „Hic sunt mei tuis pedibus mea subdita Jesu Posco juves animam pro pietate tua”. Pod Twoje nogi Chryste Jezu składam moje kości, by piekielnych grzeszna dusza nie zaznała przykrości A.D. 1820.

W „Przeglądzie Katolickim” z 1881 r. możemy przeczytać „Ksiądz Walerian Biemecki proboszcz w latach 1867-1901 uratował kościół od ruiny i oba cmentarze ogrodził łącząc je w jeden, do czego przyczynił się miejscowy dziedzic hr. Potocki.  „Jako też dwie zamożniejsze bezdzietne włościanki Tekla Kozarzyna i Helena Matuszewska.

Metryki chrztów rozpoczął pisać w Zborówku ks. Marcin Matlakowski od 1736 r., kanonik tarnowski, proboszcz Zborowski. Księga zaczyna się od słów „Salvabitur populus omnis qui inventus fuerit scriptus in libro” – Niech będzie zbawiony wszelki naród, który znalazł się zapisany w tej księdze. Po śmierci księdza Marcina pod chórem umieszczono drewnianą tablicę z łacińskim napisem  „Tu spoczywa w środku pasterz owczarni  między owcami, najczcigodniejszy Marcin Matlakowski, dziekan kolegiaty tarnowskiej, opiekun Zborowa, który zawsze żył na większą chwałę Boga. Żył 65 lat, bardziej Bogu niż światu służył i duszom, zachowując cześć dla krwi Chrystusa. Zmarł 27 września 1760 r. Prosi o modlitwę.

Dzisiejszy cmentarz znajduje się na tym samym wzgórzu co i kościół w odległości około 50 m. w kierunku zachodnim. Całość ogrodzona jest parkanem żelbetonowym. Cmentarz podzielony jest wzdłuż  na pół prostą aleją przy której znajdują się najstarsze grobowce oraz kilka starych drzew. Jest kilka  przedwojennych, kamiennych pomników prawie każdy ma ślady kul. Większość to grobowce betonowe i lastrikowe natomiast te z ostatnich kilkunastu lat to różne marmury nie wyróżniające się jakimś artyzmem. Spory problem stanowią śmieci zbierane na końcu cmentarza do dużych kontenerów. Większość grobów jest zadbana trafiają się też i całkiem opuszczone. Od strony kościoła praktycznie nie ma już miejsca na nowe pochówki. Sporo placu jest natomiast na końcu cmentarza od strony zachodniej i północnej lecz teren ten wymaga odpowiedniego przygotowania. Wszystkie groby ułożone są w kierunku wschód – zachód.

Opracował: Henryk Góra

Na zdjęciach groby Kultury Złockiej: człowiek, jeleń i miedziany kilof

1 thought on “Pod Twoje nogi Jezu składam moje kości

  1. Dla porządku, kulturę złocką reprezentuje tylko pierwsze zdjęcie – grób zbiorowy, cztery osoby. Obiekt z jeleniem to kultura pucharów lejkowatych, nie jest grobem, zaś trzecie zdjęcie to miedziany topór zdeponowany w grobie kultury lubelsko-wołyńskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *