Pan Zegarek

Aktualności Ludzie Wywiady

Rozmowa ze Zdzisławem Wróblem

– Kiedy dostałeś pierwszy zegarek?

– Na komunię, jak wszyscy w moich czasach. Zegarek był radziecki. Bardzo mi się podobał, ciągle go nakręcałem, ustawiałem wskazówki. Niestety, po kilu dniach już nie chodził dokładnie i wkrótce się zepsuł.

– Mieliście w domu markowe czasomierze?

– Ojciec miał zawsze dobry zegarek. Szwajcarski. Pamiętam Delbanę, marka już nie istnieje, wchłonęła ją Omega, potem Atlantica: piękny model: złocone cyfry i wskazówki wspaniale błyszczały na czarnej tarczy. Byłem zafascynowany…

– Zegarki Ci się podobały?

– I zawsze starałem się mieć na ręce jakiś ciekawy egzemplarz. Pamiętasz pierwsze elektroniki? Kosztowały tyle, co średnia pensja. A dziś są zaledwie po kilka złotych, czyli po tyle, na ile zasługują… Bo spójrz, jeśli oglądasz zwykły zegarek cyfrowy, twoja wyobraźnia ogranicza się tylko do tego, że jakieś żółte dziecko wpycha go do paczki. A ja lubię zegarek z manufaktury, któremu rzemieślnik poświęca kilka tygodni, czy miesięcy pracy. Wkłada w niego duszę. Są i takie, które powstają przez dwa lata. Potem wysyła się je do instytutu w Szwajcarii, gdzie spędzają miesiąc na testach i kiedy je przejdą – dopiero otrzymują certyfikat.

– Ile taki model kosztuje?

– Patek Philippe z lat XXX ostatnio został wylicytowany za 24 miliony dolarów. Nowego Patka można kupić już od 5-7 tys euro ale są też po milionie. Omega zaczyna się od 2 tys. euro

– Co Cię w zegarkach urzekło, bo nie cena.

– Mechanizm, ręczna robota, doskonałość… Ja noszę zegarki stare. Stuletnie. Jedyny młodszy Jaeger- Le Coultre, jest ciekawostką, bo był produkowany tylko przez 4 lata. To jedyny czasomierz bez koronki (główki).

– Umiesz naprawiać zegarki?

– Mam kolegę, pasjonata fizyki, mieszka na naszym terenie. Przywraca do życia stare czasomierze. Nawet zabytkowe, z XVIII wieku.

– Co jest perłą w Twojej kolekcji?

– Za dzieło sztuki uchodzi Vacheron Constantin. Mam dwa. W XVIII wieku Vacheron był zegarmistrzem, a Constantin jego marketingowcem – jeździł po całej Europie i zbierał zamówienia. Połączyli siły w 1812 roku. Ja mam egzemplarz wcześniejszy, jeszcze sprzed fuzji – Vacherona z 1790 r.

– Masz starsze?

– Tak. A wiesz jak w ogóle zaczęła się ta historia? Otóż niemiecki zegarmistrz w 1504 roku włożył mechanizm do pudełka. Czasomierz trafił z wieży kościelnej prosto do kieszeni. Takich zabytków nie mam. Ale popatrz na model firmy Breguet.

To szwajcarska manufaktura. Napis głosi: Breguet – Paris. Breguet to był mistrz mechaniki precyzyjnej. W dzieciństwie stracił ojca, matka wyszła ponownie za mąż za zegarmistrza, który wysłał go na naukę do Belgii, gdzie nabywał doświadczenia w manufakturze i mając 20 lat prowadził już znaną firmę w Paryżu. Dziś uchodzi za geniusza. To on wymyślił sprężynę i mnóstwo innowacji, stosowanych do teraz.

– A jaki masz najcenniejszy zegarek?

– Vacheron jest teraz w Krakowie, ale zobacz tego Constantina. Kupiłem go od pasjonata. Bardzo tanio, za 8 tys. zł. Przede wszystkim zauważ piękny mechanizm.

– Jakie masz jeszcze ciekawostki?

– Otóż, musisz wiedzieć, że zegarki robiło się kiedyś nie tylko w Szwajcarii, ale też i w Polsce. Była szkoła poznańska, warszawska, mieliśmy tradycje… Zobacz.

– A tamta cebula?

– To jest zegarek angielski. Stary. Ma bardzo piękny grawerowany mechanizm. Szwajcarskie nakręcano  kluczykiem z przodu. Angielskie od tyłu i w lewo. Nie mają sprężyny tylko łańcuch Galla, taki jak przy rowerze. Nazywane są „szpinglakami”.

– Kiedy wynaleziono główkę?

– Dopiero w 1850 roku. Zegarek Jagger Le Coultre (poniżej) jest już wyposażony w tzw. cylinderki – jest dokładniejszy, ale nadal nakręcany kluczykiem. Robiono je do XX wieku.

– A zegarki na rękę?

– Pojawiły się po Pierwszej Wojnie Światowej. Żołnierze  ma froncie woleli odczytywać czas z ręki. Mam taki model Omegi – klasyczna „pasówka”, zrobiona z kieszonkowego. Dorobiono do niej uszy, wprowadzono złocenia. Cebulę przerobiono do zakładania na rękę. Mechanizm jest stary, już w 1900 roku został nagrodzony medalem.

– A potem produkowane były już zegarki naręczne?

– Zależnie od mody. O Omedze opowiem ci taką ciekawostkę, że to zegarek, który był w kosmosie. Kiedy misja Apollo została zagrożona i kosmonauci musieli wracać, trzeba było oszczędzać energię, nie działały pokładowe zegary, Omega uratowała im życie, bo musieli skorygować lot i włączyć silniki dokładnie na 16 sekund. Dzięki temu wrócili…

– Omega się mogła chwalić.

– A Longines (poniżej) jest ciekawą firmą szwajcarską. Jako pierwsza zaczęła mierzyć czas elektrycznie. W 1920 roku podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Antwerpii ich konstruktorzy wprowadzili pomiar elektryczny.  Reklamy Longines’a często widać na wyścigach konnych. W tenisie króluje Rolex. Na meczach piłki nożnej na tablicach z doliczonym czasem reklamuje się Hublot. Hublot to też ciekawa manufaktura. Wypuściła  zegarek z kompozytów, ważący 3,5 grama. Wyceniony na 750 tys. euro.

– A ten śmieszny zegareczek z nazwami miast?

– To model szwajcarski, kupiłem go tylko dlatego, że podaje światowy czas. Pośrodku środkowoeuropejski, a dookoła we wszystkich strefach geograficznych. Na dole tarczy widnieje część mapy, zegarek pokazuje gdzie jest dzień, a gdzie noc. To elektronik z lat 70.

– Budzikami się nie interesujesz?

– Interesuję. Zegarki podróżne robiono w latach powojennych.  Mam jeden męski, drugi damski. Niestety wyparły je komórki.

– Lubisz zbierać coś prawdziwego?

– Właśnie. Kiedyś opowiem ci o markach… Zegarki to sto tysięcy historii!

– Dziękuję serdecznie za poświęcony czas.

Jakub Ciećkiewicz

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *