Kawaleria w Pacanowie

Aktualności Gorący temat

Zdarzyło się to w roku 2008 na uroczystości powitania w parafii Pacanów  kopii cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej

W marcu tego roku ksiądz dr Paweł Kurek, wikary pacanowski, zapytał Jarosława Banasika o możliwość zorganizowania ułańskiej asysty na powitanie i poprowadzenie od granic gminy do kościoła pojazdu – kaplicy, który wiózł obraz. Odpowiedział na to prawie natychmiast – asysta będzie ! To przygotowywane misternie przez obu księży parafii proboszcza Lucjana Sito i czuwającego nad szczegółowym scenariuszem wspomnianego wydarzenia księdzem Pawłem Kurkiem musiało mieć swoją wymowę i oprawę z najwyższej półki. Tym bardziej, że jak mówił J. Banasik – Matka Boska Częstochowska jest patronką 8 Pułku Ułanów księcia Józefa Poniatowskiego i widnieje sztandarze pułkowym !

Tak zaczęła się od niby niezobowiązującej rozmowy historia, która zaważyła na wizerunku miejscowości, ale także zamknęła jakąkolwiek szansę aby współczesny pododdział kawalerii z taką pieczołowitością odtwarzany przez pasjonatów tej formacji do najdrobniejszych szczegółów, mógł zawitać na nasz teren.                                                              

Pan Banasik porozumiał się z kilkoma kolegami-kawalerzystami z oddziału wyjaśniając cel spotkania i po uzyskaniu ich akceptacji rozpoczęły się przygotowania. Bazą zbiorczą była posesja przyjaciół naszego kawalerzysty – Grażyny i Marka Andrzejewiczów w Karsach Dużych, gdzie na co dzień ma on swoją kawaleryjską enklawę, jeżdżąc w każdej wolnej chwili na ich koniach: Passacie i Pajacu.

Jak relacjonował po tym nieszczęsnym wydarzeniu całą sprawę p. Jarosław – Początkowo miało być pięć koni – (w tym oba miejscowe), dwa z Bałtowa od Krzysia Dyka i Stasiu Jucha z Alexem. Potem „doszedł” Piotrek Staniszewski z Erykiem. Później dowódca Jan Znamiec przyrzekł przyjechać z dwoma końmi. Zgłosili też gotowość zameldowania się ze swoimi końmi Krzysiu Fularski i „Roch” Kowalski. Dziewięć koni to już dużo jak na asystę. Przygotowania ruszyły pełna parą! Konie z Kars były prawie codziennie odpowiednio przyzwyczajane do jazdy w terenie zabudowanym, wszelkich kolorowych dekoracji i posłusznego stania w miejscu. Jednocześnie trwało przygotowanie bazy wypadowej na przyjęcie ułanów, szukanie i dopasowywanie brakujących elementów kawaleryjskiego wyposażenia. Ponieważ jednak ładniej wyglądałaby asysta w szyku trójkowym, potrzebny był jeszcze jeden koń. Użyczyli go „po sąsiedzku” państwo Musialikowie z Kars Dolnych.

30 czerwca około godziny 11.00 ułani zaczęli po kolei meldować się w stanicy w Karsach Dużych. Gotowość do wsiadania wyznaczono na godz. 15.30. Ostatnie konie dojechały 15 minut wcześniej. Dwadzieścia minut później kawaleryjska asysta w sile 10 koni w szyku trójkowym wyruszyła na miejsce powitania.                                                                                                      

Z przodu dowódca Jan Znamiec na Juniorze, za nim poczet sztandarowy – Jarosław Banasik na Emirze, chorąży Rafał Kowalski na Ramzesie, Bartek Litwiński na Wiwacie. Druga trójka – Krzysztof Dyk z lancą na Kampim, Zdzisław Krzyżostaniak na Apardzie, Piotrek Staniszewski z lancą na Eryku, w trzeciej trójce Marcin Andrzejewicz na Passacie, Marek Andrzejewicz na Pajacu i Krzysztof Fularski na Dukacie. Po dojechaniu do rynku zrobiliśmy z fasonem rundę honorową, zobaczyliśmy miejsce przekazania obrazu pod kościołem i udaliśmy się na miejsce oczekiwania! Nasz przejazd wzbudził zrozumiane zainteresowanie, bo już wcześniej rozniosło się po Pacanowie, że ułani będą eskortować obraz. W tym czasie kapłan odpowiedzialny za całość uroczystości zapowiedział naszą asystę, wymieniając nazwę szwadronu i fakt posiadania na naszym sztandarze wizerunku Czarnej Madonny. Prosił o pozostawienie wolnego miejsca na placu przed kościołem dla koni, co jeszcze wzmogło zainteresowanie zebranych! Pięć minut przed czasem oddział stanął w wyznaczonym miejscu oczekiwania na obraz. Ustawiliśmy się szpaler po obu stronach drogi. Dojechało kilkadziesiąt osób, aby oglądać sam moment przejęcia obrazu! Dzieci robiły sobie z nami zdjęcia. Po kilkunastu minutach od strony Szczeglina doleciały odgłosy policyjnego radiowozu. To zbliżał się konwój z samochodem – kaplicą! Po chwili samochody pojawił się na zakręcie! Policyjny radiowóz, kaplica i wóz OSP Pacanów! 

Dowódca wyciągnął szablę, dał rozkaz: „Baczność”. Konwój zbliżył się do nas i…. nie zwalniając ani na moment pojechał dalej!!! Jeszcze tylko kilkanaście sekund słychać było sygnały radiowozu i widać migające „koguty”. Zaraz zniknęli zjeżdżając w dół ul. Stopnickiej! Jakby w ogóle nie zauważyli stojących ułanów i parafian!!! 

Totalny szok! Tylko tyle można było w pierwszej chwili powiedzieć! O co tutaj, w ogóle chodzi? Przecież zapewniano nas o dokładnych ustaleniach z kustoszem obrazu! W tym samym czasie wierni zgromadzeni pod kościołem przywitali samochód z obrazem, który wjechał pod eskortą policyjną z taką prędkością, jakby wiózł do aresztu przestępców, a nie kopii cudownego obrazu Pani Jasnogórskiej. Wszyscy, jak się okazało, czekali dalej na zapowiadaną asystę ułańską, słuchając wrażeń tych, którzy widzieli nas wcześniej! Nie doczekali się! 

Spokojnie stępem i bez tradycyjnego śpiewu wróciliśmy do Kars. I tak wyglądała w Pacanowie ułańska asysta obrazu!  Dokumentując to jakże ważne w życiu lokalnej społeczności wydarzenie do dziś z sentymentem przeglądam swoje archiwum fotograficzne, gdzie jak żywa prezentuje się kawaleryjska grupa. Zastanawiam się – skoro policja i kustosz obrazu wiedzieli, że asysta będzie na wjeździe, zobaczyli na drodze do Pacanowa (wjeżdżali od strony Stopnicy w stary wjazd do miasteczka i ulicą Stopnicką przez rynek do kościoła) pod wielkim powitalnym transparentem ułański szpaler a wokół nich dużą grupę ludzi  – to chyba każdy normalny człowiek powinien zareagować tylko w jeden sposób – trzeba zwolnić, widocznie czekają na obraz! 

Członkowie Rady Parafialnej w minorowych nastrojach udali się do kustosza obrazu o wyjaśnienie tej żenady – a ten się po prostu schował!         – Kiedy wracaliśmy przez Karsy Duże – zakończył swoją relację Jarosław Banasik –  na jednej z posesji pojawiła się sędziwa mieszkanka. Otarła szybko oczy i kilkakrotnie uczyniła ręką znak krzyża, błogosławiąc nam na drogę! I wtedy zrozumiałem, że właściwie już tylko dla tej staruszki warto było zorganizować  przejazd. Ona szczerze wzruszyła się na nasz widok.                A może to właśnie sama Matka Boska błogosławiła nam jej rękami…

Robert Gwóźdź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *