„Widziałem duszącego się młodego człowieka…”

Aktualności Gorący temat

Wypadek drogowy, do którego doszło w ubiegły piątek 22 maja na skrzyżowaniu drogi krajowej 79 i ul. Karskiej w Pacanowie ma dziś z perspektywy tych kilku dni drugą odsłonę. Otóż niezależnie, kto był winien, to ustalą technicy policyjni, najbardziej poszkodowany w nim młody człowiek, gdyby nie szybka i przytomna interwencja mieszkającego po sąsiedzku z krzyżówką Stanisława Dziekana, mógł stracić życie – nie w wyniku uderzenia i upadku poza jezdnię do rowu – a w wyniku uduszenia pasem bezpieczeństwa!

Pojazd bowiem uderzony w prawą stronę (strona pasażera) upadł na betonową wykładzinę przydrożnego rowu stroną kierującego. Znajdujący się wewnątrz młody człowiek został zaklinowany zgniecionymi blachami i … pasem bezpieczeństwa, którym był zapięty. Przyciśnięte głowa i szyja znalazły się w żelaznym uścisku odcinając mu możliwość oddychania. Pan Stanisław znalazł się na miejscu zdarzenia jeszcze przed przyjazdem karetki i widząc stan poszkodowanego wołał o pomoc i nóż do przecięcia pasa. Dał mu go jadący tą trasą młody kierowca, który zatrzymał się widząc zdarzenie. Przy pomocy drugiej osoby, przytrzymując ostrożnie głowę poszkodowanego, odciął zaciskający górną część ciała pas bezpieczeństwa, co pozwoliło na złapanie przez niego powietrza i przemieszczenie we wraku do bezpiecznej dla życia pozycji. Kiedy po kilku minutach zjawiła się karetka stacjonująca w Pacanowie, która ze względu na zamknięcie ulicy Karskiej związane z budową Parku Bajki musiała jechać objazdami  – dłuższą trasą – ratownicy mogli wykonać swoje czynności ratunkowe wobec oddychającego poszkodowanego. Dziś z perspektywy czasu – ta interwencja (przecięcie pasów bezpieczeństwa) prawie natychmiast po wypadku – uratowała młode życie. Bez tego kierujący udusiłby się zaciśniętym na szyi pasem. Tych kilka cennych minut po interwencji p. Stanisława dały mu szanse na przeżycie.

Jak mówił bohater opowiadając całe zdarzenie (do dziś nie może dojść po nim do siebie) –  Widziałem zatrzymujące się pojazdy i wysiadających z nich ludzi. Wołałem aby ktoś mi pomógł ratować poszkodowanego – zdecydował się tylko jeden, mój znajomy p. Kuc  ze Słupi i nieznany młody kierowca podający nóż. Pozostali przyglądali się z korony drogi nie reagując na moje wołania. Albo się bali interweniować albo były inne przyczyny – nie wiem i nie chcę wiedzieć. Widziałem tylko duszącego się młodego człowieka…

Robert Gwóźdź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *