Dziadkowe opowieści

Aktualności Gorący temat

Jury konkursu otwartego Pacanow.online „na tekst dziennikarski (artykuł problemowy, sylwetkę, reportaż lub wywiad) prezentujący zmiany zachodzące w gminie Pacanów, powiecie buskim lub woj. świętokrzyskim – które mają istotne znaczenie dla przyszłości mieszkańców regionu” zdecydowało się nie przyznawać pierwszej nagrody. Nowoczesny telefon komórkowy powrócił do sponsora. Wyróżniono natomiast pracę Anny Mieśniak: ”Niespisane historie – dziadkowe opowieści.” Nagroda to zaproszenie open rodzinne na dowolny seans do Kina „Szkatułka” ważne do 31 grudnia 2019 roku.

A oto nagrodzony tekst:

Niespisane historie – dziadkowe opowieści

Pacanów – moja mała ojczyzna. Miasto, miasteczko, wieś. Przez lata przeżywał wzloty i upadki. Był dużym, pięknym miastem z ogromnym potencjałem. Był niszczony i palony. W oczach mojego dziadka był jednak wyjątkowy. Gdy  przyjeżdżałam na wakacje uwielbiałam wieczory, kiedy po skończonej pracy dziadek zaczynał swoje opowieści o dawnych czasach. Wiele z nich zatarło się w mojej pamięci, wiele przetrwało do dziś.

Obecnie, będąc mieszkańcem na co dzień obserwującym rozwój, postęp i zachowanie ludzi,  mogę śmiało przyznać, że idziemy w dobrym kierunku. Dlaczego? Mamy potencjał! Mamy Centrum Bajki, które jest siłą napędową  najlepszego działu gospodarki – turystyki. Mamy Koziołka Matołka – kultową postać z naszych najmłodszych lat, który bawi i uczy dzieci po dziś dzień. A właśnie, ruch turystyczny… Coraz więcej ludzi odwiedza naszą mieścinkę. Coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że Pacanów tak naprawdę istnieje. Pytają ,,Co można zobaczyć, co zwiedzać” Cóż… Centrum Bajki, niedawno otwartą wioskę indiańską, Bazylikę mniejszą, ryneczek z pomnikiem Koziołka i świętym Florianem, patronem strażaków. I tu właśnie, w tym momencie, włączają mi się wspomnienia dziadkowych opowieści. Pytam, czy zechcą posłuchać kilku ciekawych historii.  Większość jest ogromnie zainteresowana i spędza nawet pół godziny na rozmowie. Więc zaczynam…

Istnieje wiele opowieści o naszym miasteczku, które opisane są  w przewodnikach, książkach, publikacjach. Ale są takie, których ucho ludzkie nie słyszało. Opowieści, o których tylko nieliczni mieszkańcy wiedzą i opowiadają. Opowieści z dreszczykiem emocji, przestrogą… po prostu niesamowite. Odwiedzający bardzo lubią ich słuchać, więc kto chce, ten słucha…

Wszyscy pytają dlaczego koziołek, dlaczego Pacanów i co ma z tym wspólnego podkuwanie  kóz?! Mam kilka historyjek o tym i uwielbiam je opowiadać. Dlaczego w Pacanowie kozy kują? Pacanów słynął ze znakomitego rzemiosła – kowalstwa. Mieszkało tu trzech braci kowali, co się Kozy nazywali. Gdy rano zaczynali pracę, mieszkańcy mówili ,,O, trzeba wstawać, bo w Pacanowie Kozy już kują”… Kolejną historią opowiedzianą, przez starszego mieszkańca Książnic, jest opowieść dość niezwykła. Można wierzyć lub nie, lecz posłuchać warto. Otóż w mieście Pacanowie żył pewny bogaty gospodarz, który miał ogromne pole kapusty. Sąsiadował on z gospodarzem hodującym kozy. Jeden, niesforny koziołek co dzień odwiedzał pole kapusty i denerwował bogatego gospodarza. Pewnego dnia gospodarz  nie wytrzymał i kazał  podkuć koziołka, żeby słyszał, gdy ten będzie dreptał uliczką w wiadomym celu. Kóz przecież się nie podkuwa! Mają raciczki zamiast kopytek. Myślę,  że założył mu dzwoneczek lub coś, co dzwoniło, gdy chodził, może nawet na raciczki.  A ze względu  na poprzednią historię, ktoś dodał, że koziołek został podkuty. W każdej historii, legendzie gdzieś tam znajduje się ziarenko prawdy.

A teraz słów kilka o dziadkowych opowieściach…

          Kochany dziadek był nieustraszonym strażakiem. Każdemu pomagał, każdego wspierał. ,,Potrzebujesz pomocy? Idź do Mańka.” Tak można podkreślić, kim był. Wszystkiego był ciekaw i co najważniejsze, nie bał się niczego i nikogo. Staram się zawsze bardzo dokładnie opowiadać jego historie, ale cóż, pamięć ludzka nie jest doskonała i lubi płatać figle. Jednak sens zawsze jest ten sam.

,,Bo to było tak…” większość opowieści zaczynała się właśnie od tych słów. Lata minionego wieku obfitowały wręcz w historie, przez które mamy ciarki na plecach. Jak wiadomo Pacanów w większości był miastem żydowskim. Rynek i okoliczne ulice zamieszkiwali Żydzi.

Życzliwi, pomagający w potrzebie ludzie. Takich sąsiadów miała moja rodzina. Wojna… czasy, do których często dziadek wracał wspomnieniami. Były to bardzo ciężkie czasy. Kto mógł, to uciekał. Niestety, nie wszystkim się udało. Sąsiedzi mieli syna, wesołego chłopaczka. Rodzice błagali, by ratować ich dziecko. ,,Maniek ratujcie go. Ukryjcie” – błagali sąsiedzi. Nasza liczna rodzina bardzo bała się, że kolaboranci, których nie brakowało, doniosą i rozstrzelają ich  wszystkich, za przechowywanie chłopca. Nie było ratunku. Dziadek ze łzami odmówił, ale zrobił jedną niezwykłą rzecz. W tajemnicy przed wszystkimi, wziął wodę święconą i ochrzcił chłopca w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Nazajutrz rodzinę Żydów zabrali. Minął niedługi czas i dziadek obudził się zapłakany. Mówi do żony ,,Reginka, ten chłopiec chyba nie żyje. Wiesz co, przyśnił mi się tu jakby stał naprawdę i z uśmiechem dziękował za Chrzest Święty, żem go ochrzcił” . Niesamowita historia zapadła mi w pamięć, do dnia dzisiejszego wywołując nostalgię, łzy i poczucie bezsilności wobec minionych wydarzeń.

Swego czasu sąsiad poprosił dziadka o pomoc w orce. Dziadek- człowiek zapracowany – odparł ,,Słuchaj sam mam dużo pola i nie mam kiedy w dzień zaorać twojego, ale mogę pojechać kiedy zacznie widnieć”. Jako dzielny strażak zaprzągł konie i pojechał. Był sam. Zaczynało świtać, kiedy wjeżdżał. Pole sąsiada było przy cmentarnym murze. Jak raz, zza muru wyskoczył duży, biały pies i zaczął kłaść się przed końmi a konie stawały dęba głośno rżąc. Co odgonił zwierzę, ten za chwilę znów kładł się na ziemi. W końcu nie wytrzymał. Powiedział – ,,Co ode mnie chcesz. To nie moje pole. Ja tu tylko przyjechałem za zarobek. Opuść mnie wreszcie”.,,I co? I co?”- pytają zaciekawieni turyści. Ciągnę więc dalej – Pies wstał, popatrzył w oczy dziadka, i szybko wyskoczył za mur i za nim zniknął… Ciarki prawda? Dziadek zawrócił konie i czym prędzej pognał do domu. Mówił, że ostatni raz pojechał sam o tej porze na obce pole.

Swego czasu proboszcz naszej parafii prosił o pomoc przy porządkowaniu, katakumb kościoła. Przez wieki byli tu chowani ludzie, którzy zasłużyli się jako fundatorzy, darczyńcy, ludzie ważni dla społeczności Pacanowa. Wraz z innymi strażakami poszli więc. Zastali zniszczone trumny ze szczątkami, rozrzucone kości. Widok nie dla każdego przyjemny.Po pracy opowiadał – ,,Reginka, złożyliśmy kości człowieka mającego ponad dwa metry! To byli jacyś…” I tu niestety włącza się moja luka w pamięci. Ormianie? Opowiadał, że niektóre szczątki były dobrze zachowane jakby zmarli patrzyli się na nich. Zrobili co mieli zrobić i wyszli ,,z duszą na ramieniu, odprowadzani wzrokiem zmarłych”. Ciekawostką jest, że tunele ciągną się pod całym rynkiem, a zaczynają się właśnie od kościoła. Gdy dziadkowie stawiali stodołę i lali fundamenty pod budowę, (mieszkamy 200 m od rynku), natknęli się na zawalone tunele. Dziadek tam zszedł zobaczyć, czy stodoła nie zawali  się gdy będą ją murować. Wyszedł i kazał nigdy tam nie zaglądać,nie odkopywać, po prostu zapomnieć. Co tam było? Nikt nie wie do dziś. Nikomu nie powiedział. Tajemnicę zabrał do grobu…

Spoglądam na zaciekawionych turystów, którzy słuchają, tak naprawdę słuchają. ,,Zna pani jeszcze jakieś dziadkowe historie?”- pytają.  ,,Tak, wiele ich w głowie. Stalibyśmy tu jeszcze długi czas”- odpowiadam. ,,Ale my mamy czas”- chcą więcej…

W przewodnikach, publikacjach można przeczytać ,,W Pacanowie jest Wielki Bóg”- pytam, czy wiedzą dlaczego. Kiwają głowami, że nie, coraz bardziej ciekawi. Otóż  w czasie wojny, kiedy wojska rosyjskie wkraczały na tereny ziemi świętokrzyskiej, jeden z oddziałów zawędrował do naszego Pacanowa. W kościele, w kaplicy, po obu stronach, wisiały wota, które ludzi przynosili do kościoła w ofierze za pomoc. Kilku żołnierzy weszło do kaplicy z zamiarem rabunku  i nagle zapanowała taka jasność, że upadli na kolana całkowicie oślepieni. Warto dodać, że wokoło znajdowały się lampy i one właśnie rozświetliły kaplicę tamtego dnia. Żołnierze poczuli wielką trwogę i strach. Stali na straży kaplicy, kiedy reszta oddziału dołączyła i pytali z wyrzutem  ,,Dlaczego nie zabieracie tego złota, kosztowności?” ,,Nie wolno”- odpowiadali. ,,Bo w Pacanowie jest Wielki Bóg”. 

Ostatnią opowieść – smaczek – zostawiam na koniec. Dziadek zawsze powtarzał,, Uważaj, co mówisz i co robisz w nocy nawet jakżeś sama. Zawsze masz świadka” Jako dziecko nie rozumiałam tych słów, więc opowiedział mi pewną historię. Opowiadał, że w niedalekiej wsi była piękna dziewczyna, która miała dwóch co to się o nią starali. Jednemu była przychylna i to jemu dała słowo. Imię zatarło się w czasie, jednak wydaje mi się, że to był Sławek. Jednak drugi z chłopców – Rysiek nie mógł znieść odtrącenia. Podobno mówił na wsi, że dziewczyna i tak zostanie jego żoną. W niedługim czasie Sławek i jego podręczne rzeczy nagle zniknęły. Mówiono, że wyjechał do Ameryki. Inni, że wystraszył się żeniaczki. Poszukiwania trwały dość krótko. Dziewczyna przepłakała wiele dni i koniec końców związała się z Ryśkiem. Wzięli ślub i całkiem im się powodziło. Ale zawsze w noc pełni księżyca mężczyzna znikał z domu. Przez lata kobieta nie doczekała się odpowiedzi, gdzie się podziewa, więc stwierdziła, że to taki dziwny zwyczaj. Jednak pewnej nocy ciekawość wzięła górę i poszła za mężem. Stał on na skraju lasu i głośno się śmiał. ,,Widzisz, mówiłeś, że księżyc tylko będzie twoim świadkiem, a on przecie mówić nie umie. Przez tyle lat milczy i milczeć będzie”. Przerażona kobieta uciekła do swojej rodziny i na drugi dzień sprowadziła służby. Gdy wszyscy dotarli na miejsce, ona domyślała się, co mogą znaleźć – zwłoki Sławka. Wtedy zemdlała i od tamtego czasu pomieszało jej się głowie. Chodziła po wsi i zawodziła na swój los. Zbrodnia, która miała pozostać w cieniu ujrzała światło dzienne. Rysiek przyznał się do zabójstwa. Zwabił chłopaka pod pretekstem pomocy i z zimną krwią go zabił. Gdy dom był pusty, bo wszyscy pracowali w polu, pozbierał część jego rzeczy i zakopał. Przed śmiercią Sławek podobno wypowiedział słowa ,,Umrę tu ale księżyc będzie świadkiem twojej zbrodni”.

,,To się u was działo. Niesamowite!” mówią moi słuchacze. ,,Nigdy nie słyszałam podobnej opowieści”- odpowiada pewna pani. ,,Proszę przelać to na papier, warto pamiętać o takich historiach”- mówi druga.

Tak… takie historie, które miały miejsce w przeszłości są już mało komu znane. Dlaczego? Wielu starszych ludzi odeszło, młodych nie interesują takie rzeczy. Lecz echo tamtych wydarzeń będzie nam towarzyszyć przez cały czas. Tylko echo. Gdzieś w szumie drzew opowie je cicho wiatr, ale nikt go nie zrozumie. Ale jest ktoś, kto zawsze będzie je przekazywał dalej. Ktoś, kto  wspomni o minionych dziejach. Ktoś, kto zawsze będzie pamiętał…

Anna Mieśniak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *